Archiwum
Kategorie: Wszystkie | Ja - Człowiek
RSS
niedziela, 20 czerwca 2010
Dzień, podczas którego zapadnie wyrok...

Założenie bloga to pewnego rodzaju decyzja. Można nawet zaliczyć ją do kategorii "decyzji życiowych". Zaznaczenie swojej obecności w wirtualnym świecie. I aż dziw bierze, że jeszcze 20 lat temu większość ludzi na kuli ziemskiej mogła tylko pomarzyć o zaprezentowaniu siebie na forum publicznym. Obecnie jest to standard (przynajmniej w Polsce i w krajach tzw. Zachodu).

No ale decyzji życiowych nie podejmuje się ot tak. Musi zajść okoliczność. W dniu dzisiejszym okoliczność taka zaistniała i nie jest bynajmniej łagodząca. Raczej denerwująca. Oto bowiem naród polski wybiera swego suwerena na najbliższe 5 lat.

Kto wygra? Kto kogo prześcignie? Ile punktów zdobędzie ten, a ile tamten? Cisza wyborcza! Zakaz agitacji! - oto hasła patronujące mentalności Polaków przez najbliższe kilka godzin. Ale czy słusznie? Wydaje mi się, że nie do końca. Oto kilka moich refleksji odnośnie wyborów prezydenckich 2010. Nie chcesz - nie czytaj, żyjemy w wolnym kraju... jeszcze ;)

1. Reklama telewizyjna, w której udział biorą m.in. Kuba Wesołowski ("Czas Honoru"), Borys Szyc ("Testosteron") oraz Tomasz Karolak ("Aż po grób").

Tak jakoś mi się zdaje, że główny argument tych "aktorów" wykorzystuje stare i utarte schematy, które powoli wychodzą z obiegu i stają się nudne. Np. osoba, która nie zagłosuje jest tchórzem, albo osoba, która nie zagłosuje nie ma prawa narzekać na władzę, itp.

Pomijam prymitywną manipulację w tych "agitkach". Interesuje mnie raczej kwestia odebrania prawa do niezadowolenia z władzy. Bo osoba, która nie zagłosuje "nie może sobie ponarzekać". Dobrze to rozumiem? A żeby było weselej zostałem nazwany tchórzem :(

Pojawia się jednak argument prosty i logiczny, rozbijający tego typu populistyczne i patriotyczne oracje. Mianowicie niechęć do jakiegokolwiek zwierzchnictwa. Bo przecież osoba, którą wybierzemy na swego władcę jest tylko człowiekiem. Może to być człowiek słaby psychicznie, przekupny, pozbawiony zdolności przywódczych, itp. To człowiek wyniesiony do rangi nadczłowieka, co w moim mniemaniu jest podłe. Wyboru dokonuje się wewnątrz. A moim wyborem jest wyborcza absencja.

Jak to? Jakiś Bronisław Komorowski ma decydować o tym kiedy pójdę na emeryturę? Albo ile dostanę podwyżki? Czy jakiś Jarosław Kaczyński ma mi mówić co to znaczy być Polakiem? Co to znaczy być patriotą? NONSENS!

Człowiek to istota myśląca. Maszyna potrafiąca przetwarzać dane, a nie jedynie chłonąca puste frazesy wypływające z gardzieli miodoustych polityków, tudzież "aktorów" (patrz wyżej). A z pewnością chcę się łudzić, że mam rację.

2. Cisza wyborcza. Słowo-klucz. Magiczne zaklęcie uniemożliwiające jakąkolwiek konstruktywną dyskusję. Zakaz agitacji wyborczej - kolejny banał polskiej rzeczywistości.  Tak jakby te parę godzin ciszy mogło zmienić poglądy polityczne wyborców. Kampania wyborcza trwa non stop, 365 dni w roku, 24h/dobę, aż tu nagle przez paręnaście godzin nie można nikomu proponować głosowania na pana Kowalskiego. Toż to idiotyzm w formie nieskażonej.

A tak przy okazji - co by było, gdybym obkleił sobie samochód kartkami z treścią: "Głosuj na Grzegorza Nacieralskiego" albo "Wybierz Jarosława Kaczeńskiego" albo "Postaw na Bronisława Komarowskiego, bo on chce, aby żyło się zajebiście". Czy to jest agitacja wyborcza? Ot, taka literka :) Mała rzecz, a cieszy.

3. Teleturniej. A czym innym była debata prezydencka z udziałem Jarka, Bronka, Waldka i Grześka? Warunki do zakwalifikowania jej jako teleturnieju były raczej spełnione. Pytania,  prowadzący, ograniczenia czasowe, kary za nieprzestrzeganie regulaminu. No i jest nagroda. "A kto będzie szczęśliwym posiadaczem 38 milionów ludzi, dowiecie się już za dwa tygodnie!!!" . Szkoda tylko, że nazwa "Jeden z dziesięciu" została już zarezerwowana, bo pasuje jak ulał tych obecnych wyborów.

4. Robienie z ludzi debili. A co, może nie? No dobra, a powiedz mi: kto to jest Bogusław Ziętek? Kto to jest Kornel Morawiecki? Co to za ludzie? Skąd oni się - kurwa - wzięli?! Nagle się pojawiają i chcą rządzić krajem. Jakie kwalifikacje ma Kaczyński? A jakie Napieralski? Czy Komorowski faktycznie jest takim domatorem? Takim familijnym ziomalem, który wpierdala kartofelki z koperkiem i schaboszczaka w każdą niedzielę i popija rosołkiem?

Dygresja:

Nie dajmy się zwariować! To tylko chwyty specjalistów od Public Relations (tzw. PR, czyli po polsku PIJAR [sic!]). Tutaj działa zasada lubienia i sympatii, czyli "...skoro on tańczy przy disco-polo, to mamy coś wspólnego, bo ja też przy tym tańczę..." albo "...skoro on je schaboszczaka, jak ja, to mamy coś wspólnego...". Lubimy ludzi, którzy w jakimś stopniu są podobni do nas. Może to być hobby, praca, budowa ciała, kolor oczu, czy... jakość spożywania posiłków (schaboszczak). Niby dlaczego polityk odwiedzający kopalnię zakłada kask ochronny z wmontowaną latarką? Że to go niby ochroni, gdy strop mu się zawali na głowę? A ta latarka, to po co? Żeby dobrze widział, gdy będzie zasuwał z kilofem na nocnej zmianie?

Wszystko to robią po to, aby wzbudzić sympatię górników, a przez TV stworzyć obraz pozytywnych relacji rządu z polskim kopalnictwem.

Niby dlaczego głowy państw podczas odwiedzin żołnierzy w Iraku zakładają mundury wojskowe, identyczne z tymi, które noszą żołnierze? Bo będą walczyć na pustyni? Nie! Oni po prostu słuchają rad PR-owców i chcą się upodobnić do innych ludzi, po to by zyskać ich sympatię.

W ten właśnie sposób robi się z ludzi debili. Nagle, na dwa miesiące przed wyborami, kandydaci zaczynają się uśmiechać, mówią o rozwoju gospodarczym, o podniesieniu pensji, o powrocie do normalności (sic!), stają się podobni do nas (to są naprawdę podstawy perswazji!!!), itp. A ludzie im ufają. I będą na nich głosować.

A poza wyborami? Ty będziesz klepał swoją biedę, będziesz się zastanawiał czy kupić ser w normalnej cenie, czy może o jeden dzień przeterminowany. Czy kupić sobie aromatycznego Carlsberga, czy może VIP-a z Biedronki. I za każdym razem, gdy dostaniesz pensję będziesz się jarał przez parę dni, a potem od nowa: przeterminowany ser, czy VIP? A w tym samym czasie ludzie, na których głosowałeś będą pobierać kasę z Twojego (tak! z Twojego) portfela. Czy wiedziałeś, że poseł zarabia ponad 10 tysięcy złotych miesięcznie? Za to tylko, że jest posłem, czyli siedzi na tyłku i czyta gazetę. Zarabia dziesięć razy więcej niż ja, czy Ty. Ale on dostanie taką kasę za nic, a Ty dostaniesz 1200 zł. za całodzienną harówkę.

Jeśli chodzi o mnie: nie idę na wybory. Nie przyłożę swojej ręki do umacniania tego nowoczesnego systemu feudalnego. Nie chcę, aby jakiś człowiek decydował o moim życiu. Sam sobie jestem prezydentem. A przynajmniej na tyle, na ile mogę!

A teraz chwila relaksu. Kandydatów na urząd prezydenta jest dziesięciu. Zamknijmy więc oczy i odpowiedzmy sobie na pytanie: Komu powierzyłbym rolę przywódcy 38-milionowego narodu?

Mamy 10 możliwości:

A) Fizyk (tytuł magistra)

B) Mechanik (tytuł magistra)

C) Historyk (tytuł magistra)

D) ? Chodzi o pana Ziętka. Wiadomo, że ma średnie wykształcenie.

E) Filozof (tytuł magistra)

F) Rolnik (wykształcenie średnie, bez matury)

G) Politolog (tytuł magistra)

H) Ekonomista (tytuł doktora)

I) Prawnik (tytuł doktora)

J) Historyk II (tytuł magistra)

Wiadomo, że poziom wykształcenia kandydata może być jakąś wskazówką dla wyborców. A gdyby było to jedyne kryterium, mielibyśmy jedynie dwóch kandydatów: pana H oraz pana I. Tymczasem pan H otrzymał 1,4% poparcia, natomiast pan I ponad 35%.

Gdyby jedynym kryterium wyborczym byłby kierunek ukończonej szkoły, wtedy pole manewru stałoby się szersze. Mamy bowiem pana C, mamy pana E, pana G, H, I oraz J. Tymczasem pan H (ekonomista z tytułem doktora, osoba - wydawałoby się - idealna na urząd prezydenta) otrzymał - jak wyżej - jedynie 1,4% poparcia, a na pana C (magistra historii) zagłosowało ponad 40% ludzi.

Szczególnie zadziwiający dysonans zaistniał między kandydatami najbardziej nadającymi się na fotel głowy państwa: pomiędzy panem H (1,4%) oraz I (36,5%). Bo oboje mają naukowy tytuł doktora, a do tego w wyjątkowo politycznych dziedzinach: w ekonomii i w prawie. Dlaczego więc ten pierwszy otrzymał paręnaście razy mniejsze poparcie od pana I? Dlaczego doktor ekonomii otrzymał jedynie o 1/10 punktu procentowego więcej od rolnika bez matury? Dlaczego rolnik bez matury w ogóle wyraża chęć do zarządzania krajem?

Jakie jeszcze mogą być kryteria? Uroda? Cóż, miałoby to znaczenie gdybyśmy wybierali miss świata, ale niestety nie prezydenta (dlaczego nie kandydowała żadna kobieta?). Poziom charyzmy? Ok, wtedy prezydentem byłby Napieralski. Poziom autoironii? Prezydentem zostaje Lepper. Poziom nieporadności? Tutaj rządzi Waldemar Pawlak. Liczba dzieci? Wtedy prezydentem jest Korwin-Mikke, a Kaczyński nawet nie kandyduje. Umiejętność pojawiania się "nie wiadomo skąd" w świadomości Polaków? Wtedy byłoby dwóch zwycięzców: Morawiecki i Ziętek. Umiejętności komiczne? Znowu Lepper. Umiejętności aktorskie? ... Chcesz wiedzieć kto jest w Polsce najlepszym aktorem? Zapoznaj się z peletonem politycznym, którego wyniki poznaliśmy wczoraj.

I wydaje się, że właśnie aktorstwo Polacy cenią sobie najbardziej.